niedziela, 31 lipca 2011

Bałtyk... no cóż, nie zaskoczył piękną pogodą ;/

Jaki Bałtyk jest - każdy widzi... Upałów w sumie nie było, no, może 3 dni prażyło i nawet się opaliłam i pomoczyłam w morzy za wsze czasy ;) Woda zimmmmnnnna, brrr! Jednak mimo niepogody klimat nadbałtyckich miejscowości zawsze mnie zachwyca i zdania nie zmienię. Ogólnie rzecz ujmując wyjazd się udał!
Sierpień ma przynieść lepszą pogodę, a to wiąże się z wyczekiwanym przeze mnie wyjazdem nad jedno z pobliskich jezior, gdzie mam obiecane leżenie /przez całą noc!/ na pomoście, pod niebem usianym gwiazdami, popijając whisky ;)))) Czekam więc na słońce!

A to wspomnienie lata...


I oczywiście, zapomniałabym dodać, zachwycił mnie Festiwal Indii ;) Moja siostra była wręcz nimi zniesmaczona, ale mnie te ich kolorowe stroje, muzyka i przepyszne słodkości po prostu urzekły.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Jak to można nic nie robić!

Urlop, wolne, sielanka, nicnierobienie, obijanie się... Nastał i dla mnie ten czas! Od dzisiaj, albowiem zaczęłam urlop. Czy upragniony? Hmmm, aż tak to nie, tym bardziej, jak widzę, co się dzieje za oknem ;/ Mam jednak nadzieję, że już za chwileczkę, za momencik zrobi się iście letnia pogoda, gdyż panna Romerówna wyjeżdża nad morze ;))))


I już doczekać się nie mogę tych pięknych zachodów słońca, krzyku mew, gorącego piasku, zimnej wody ;)))
Klimat nad naszym polskim morzem jest niezastąpiony, choć nie każdemu odpowiada. Znam osoby, które pukają się w czoło, widząc mój zachwyt nad Bałtykiem. Dla nich liczy się Egipt, Grecja, Turcja... Hmmmm, czy ja wiem... mnie ta obczyzna jakoś nie kręci. Fakt, nie byłam, ale potrzeby takiej w sobie nie stwierdzam ;) Nie ciągnie mnie tam tak jak na północ Polski, mówcie, co chcecie!
Tak więc, mimo, iż za oknem leje ja nie tracę dobrego "pierwszodniowourlopowego" humoru i zaczynam dzień. 
Dzisiaj na śniadanko owsianka i kawusia, jak zwykle. Trochę ostatnio przegięłam i dni białkowe znowu wkradły się w moje łaski, a raczej to ja w ich łaski się wkradam... Przed wyjazdem nad morze trzeba się trochę "zmniejszyć", co by na plaży nie straszyć ;))))

niedziela, 3 lipca 2011

Powroty

Powrót na dietę Dukana musiał być. No po prostu musiał! Po rzuceniu diety i rzuceniu się w wir łakomstwa, co ja mówię, obżarstwa - szczególnie czekoladowe - osiągnęłam "piękną" wagę 70 kg ;/ I wtedy po raz trzeci powiedziałam STOP. Po 4 dniach I fazy widoczny spadek wagi -3 kg ;))). Dzisiaj 5, ostatni dzień, a od jutra P + PW 5/5. Tym razem muszę dać radę, nie ma innej opcji. Ale to szczegół. 


Ważniejsze dla mnie było a'la rozstanie z moim Ukochanym. Wiele czynników miało na to wpływ, jednakże zbyt mocno Go kocham i nie wyobrażam sobie, aby przestał istnieć w moim życiu jako mój Ukochany Romero. Po burzliwych sms-ach, pełnych rozpaczy i łez, stwierdziłam, że nie potrafię tak po prostu o Nim zapomnieć i wyrzucić ze swojego serca. Mimo wszystko, a jest tego dużo. Postanowiłam nauczyć się z tym żyć, nie przejmować się byle pierdołami, nie myśleć za dużo tylko po prostu być z Nim, przy Nim. Jestem przekonana, że On czuje dokładnie tak samo ;) Najważniejsze, to cieszyć się chwilą, tym, co się ma, bo życie jest za krótkie na łzy - chyba, że są to łzy szczęścia.
Tak więc, Kochany, cieszmy się sobą, skoro mamy tę możliwość. Kochajmy się, skoro zostało to nam dane. Płaczmy ze szczęścia, myślmy o sobie, szanujmy się, tęsknijmy! Po prostu bądźmy ze sobą. MIMO WSZYSTKO!