niedziela, 30 stycznia 2011

Niedziela pod znakiem mleka w proszku ;)

Jestem czekoladożercą i to nie na żarty! A że jestem też na DUKANIE, więc muszę w jakiś sposób czekoladę zastąpić! Muszę, bo inaczej to by było ciężko, oj ciężko ;))
Nutella dukanowa jakoś przestała mi wystarczać, więc ostatnio dodałam do niej serek homogenizowany i powstała cudowna, czekoladowa pianka!
Mleko w proszku to ostatnio mój faworyt!
Nie powiem, ile dzisiaj zjadłam /oczywiście kosztem obiadu i kolacji - coś za coś/, ale podam jak zrobić to CUDO:

- mleko w proszku /granulowane odtłuszczone/ - powiedzmy, że na jedną porcję będzie około 1 szklanki
- aromat rumowy /daje niesamowite doznania/
- słodzik /u mnie dwie rozduszone tabletki na porcję/
- kakao o obniżonej zawartości tłuszczu /u mnie około 1 płaskiej łyżki na porcję/
- serek homogenizowany Pilos z Lidla 3% /około 6-7 łyżek/

Wszystko dokładnie wymieszać, najlepiej trzepaczką do jajek, a następnie pod przykryciem schłodzić w lodówce przez około 15 minut. Zrobi się pianka, mleko w proszku rozpuści się i utworzy miękki puch... Ojejejejjej, jeszcze bym zjadła! Mniam!


I migawki z dzisiejszego spaceru:




środa, 26 stycznia 2011

Grzeszki małe, słodkie, karnawałowe...

Karnawał trwa, więc należało, wręcz NALEŻAŁO, zrobić faworki ;)
Wiem, wiem, to takie niedukanowe jedzonko, ale cóż! Trudno! Pokusiłam się, zjadłam i żyję!
Nie wstawię tu przepisu, bo mnie dukanki zabiją, ale zdjęcia chociaż, co????


i jeszcze...


i jeszcze...


i jeszcze na koniec zdjęcie zrobione przez kolegę M. Mam nadzieję, że się nie pogniewa, że je tu wstawiłam. To tak na dopełnienie tej słodyczy faworkowo-różanej ;)))


Pyszne, i faworki i motyle...

niedziela, 23 stycznia 2011

Tarta tropezienne

Kolejna propozycja z książki "Metoda doktora Dukana". Smaczna tarta z masą budyniową, słodka, lekka. Ot, deserek dla łasuchów takich jak ja ;)


Składniki na formę do tarty /średnica 27 cm/

Masa budyniowa:
- żelatyna
- 0,5 l chudego mleka
- olejek waniliowy
- 3 jajka
- 3 łyżki stołowe słodziku
- 2 łyżki stołowe maizeny
- aromat rumowy
- sól

Ciasto:
- 3 łyżki otrąb owsianych
- 1 łyżka stołowa maizeny
- 1 łyżka odtłuszczonego mleka w proszku
- 2 jajka
- 1 jogurt naturalny 0% /ok. pół szklanki/
- 1 serek homogenizowany 0% /ok. pół szklanki/
- proszek do pieczenia /pół torebki/
- 2 łyżki stołowe słodziku
- aromat pomarańczowy

Piekarnik rozgrzewamy do 180 'C.
Wszystkie składniki na ciasto mieszamy i przelewamy do formy na tartę. Pieczemy około 30 minut. Ostudzamy.

Mleko z wanilią doprowadzić do wrzenia. W małej ilości gorącego mleka rozpuścić żelatynę - około 3 łyżeczki. Dodać do reszty. W międzyczasie wymieszać w misce żółtka, słodzik, maizenę i aromat. Białka odstawić na później. Mleko zdjąć z ognia. Połączyć z żółtkami, mieszać. Podgrzewać na małym ogniu, mieszając drewnianą łyżką, aż masa zgęstnieje. Zdjąć z ognia nim zacznie się gotować. Schłodzić.

Białka ubić na pianę ze szczyptą soli, a pod koniec ubijania dodać jeszcze 2 łyżeczki żelatyny rozpuszczone w  niewielkiej ilości ciepłej wody. Dodać białka do wcześniej przygotowanej masy. Odstawić do lodówki na około 1,5 h, aby stężała. Gdy już stężej wyłożyć na odwrócone ciasto i ponownie schłodzić.

Wątróbka?? Poproszę!

Ludzie dzielą się na tych, którzy lubią wątróbkę i na tych, którzy jej nie znoszą... ;) Ja należę zdecydowanie do tych pierwszych i podczas "wizyty" w moim osiedlowym sklepie zauważyłam śliczną wątróbkę /o ile wątróbka może być śliczna ;)))/ Okazało się, że to wątróbka indycza, wzięłam, nie żałuję!
Nie chciałam robić jej w tradycyjny sposób. Przyszedł mi do głowy pomysł na zapiekankę. Nie powiem, dobra była!


Potrzebujemy:
- pół kilo wątróbki
- 4 jaja
- 1 łyżka maizeny
- 1 łyżka zmielonych otrąb owsianych
- sól, pieprz
- 4 cebule
- 2 łyżki jogurtu naturalnego

W naczyniu żaroodpornym układamy pokrojoną wątróbkę, ja kroiłam na kostki wielkości około 3x3 cm. Na pokrojoną wątróbkę układamy pokrojone w talarki cebule, solimy, pieprzymy. W osobnym naczyniu roztrzepujemy jajka, maizenę, otręby. Wątróbkę zalewamy masą jajeczną i całość wstawiamy do nagrzanego do 200 'C piekarnika. Zapiekamy około 30-40 minut. Trzeba sprawdzać, czy góra się nie przypala, jak cebule i wierzch będą brązowe można wyłączyć i zajadać. Najważniejsze, aby masa się ścięła i cebula zmiękła ;) Smacznego!

Zaczynamy od dzisiaj... znowu, ale tym razem solidnie!

Wczoraj zakupiłam wagę, wreszcie! Dzisiaj rano dokonałam aktu ważenia i jak na razie: 64 kg ;/
Chciałabym, aczkolwiek wiem, że to będzie BARDZO TRUDNE, zgubić 10 kg. Niektórzy pukają się w głowę, twierdząc, że "po co aż tyle??", ale taki mam plan. Czy uda mi się go zrealizować czy nie, to już moja sprawa i mój problem ;)

czwartek, 20 stycznia 2011

Zdrada!

To co ostatnio nawyprawiałam, a dokładnie co jadłam i piłam, przekracza wszelkie wyobrażenie, dukanowe szczególnie ;(
Pochłonęłam tak ogromne ilości ciasta, ciast, ciasteczek... słodkich, czekoladowych, kremowych, cudownych!
Wypiłam piwo, objadłam się lasagne z prawdziwym serem!
I wyrzuty sumienia jak znalazł! I wizja 10 kg więcej również! A i dołek na zawołanie!!!
Właśnie siedzę, piję kawę i jem owsiankę. Dzisiaj dzień białkowy! Muszę wytrwać, bo jak nie, to ja już nie wiem co robić ;/
Brak mi ostatnio silnej woli i ciągle tłumaczę, że od jutra...
Nie obiecuję sobie za wiele, ale mam nadzieję, że wytrwam ten dzisiejszy dzień. Mam plan na 3 dni I fazy!
Zobaczymy!

sobota, 15 stycznia 2011

Pizza inaczej ;)

Mając na uwadze to, że dzisiaj miała być "głodówka" nie wiedziałam, co by tu zjeść na obiad. Głodówka głodówką, ale bez przesady ;)) Rano była owsianka i kawa. Po pracy przydałoby się coś zjeść, więc wymyśliłam pizzę, ale taką inną, prostą, lekką.


Ciasto wyszło a'la biszkoptowe, do tego dodatki, dla mnie inne, dla dziecka inne.

Ciasto:
- 6 jajek
- 2 łyżki maizeny
- 1 łyżka zmielonych otrębów owsianych
- sól, bazylia, pietruszka
- pół łyżeczki proszku do pieczenia

Wszystko ubić trzepaczką, wylać do naczynia, ciasto jest rzadkie, ale to nie szkodzi.
Dodatki wedle uznania. Swoją połówkę posypałam cebulą, czosnkiem, chudą wędliną z kurczaka, serem topionym Gouda Fit Hochlanda, bazylią, a dla mojej małej połówki utarty ser gouda, taki zwykły, tłusty, pyszny ;/.



Piekarnik  w międzyczasie nagrzałam do 210 'C. Pizzę piekłam około 20 minut.
Sos czosnkowy zrobiłam z jogurtu naturalnego, czosnku, bazylii, soli.
O dziwo, moje dziecko zjadło CAŁĄ swoją połowę, niesamowite!


A na kolację tylko szklanka gorącego mleka 0%. I co?? Nie miałam głodówki?

Flan marchewkowy


Czaiłam się na niego i czaiłam... i się doczaiłam ;)
Flan marchewkowy! Brzmi trochę dziwacznie i tak samo smakuje, ale smaczne to dziwactwo.
Znalazłam przepis w książce "Metoda doktora Dukana".
Polecam, gdyż nie dość, że bardzo dobry w smaku to i lekki. Zawsze też to coś nowego!
Przepis oczywiście zmodyfikowałam ;)))

Składniki:
- ok. 1,5 szklanki utartej na grubych oczkach marchewki
- 3 jajka
- 200 ml serka wiejskiego 3% z Piątnicy
- ćwierć łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
- suszona pietruszka
- sól, pieprz
- 3 plasterki sera topionego Fit Gouda - Hochland

Piekarnik rozgrzać do 240 'C. Do naczynia żaroodpornego wsypać marchewkę. Naczynie można wcześniej natrzeć papierem nasączonym olejem. Ja zrobiłam w dwóch naczyniach i wyszły fajne "babeczki".

W misce ubić jajka z serkiem, gałką muszkatołową, serem topionym, pieprzem, solą, pietruszką. Wlać masę na marchewkę i wszystko delikatnie wymieszać w naczyniu tak, aby marchewka w całości zlała się z masą.


Wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać około 20-30 minut. Po upieczeniu flany wyłożyć na talerze /odwracając naczynie do góry nogami - flany powinny być zbite i bez problemu odejść od  naczynia/.
Flan marchewkowy idealnie smakuje z białym mięskiem.


My zrobiliśmy filety z piersi kurczaka w pieprzu cytrynowym i estragonie, zapiekane na patelni grillowej. Połączenie znakomite. Do całości oczywiście sos sojowy, nasz ulubiony ;)

piątek, 14 stycznia 2011

Dół ;(

Kochanka Dukana ma dzisiaj doła i objadła się słodyczy i zniweczyła całą dietę i Dukan na pewno by mnie wyklął i jestem zła na siebie i mam dość wszystkiego i wszystko mnie wkurza i od jutra głodówka i od nowa cały protal i już!
A jako dodatek do mojego doła załączam zebrę z bakłażana wg Carla Kleiner ;(

środa, 12 stycznia 2011

Tarta grzechu warta! I małe grzeszki moje...

Ostatnio mam szczęście do cudownych dni ;)
Spędzamy z Romero dużo czasu razem i to sprawia, że uśmiech z mojej twarzy nie znika...
Oby tak dalej!

Muszę się jednak, mimo tych cudowności, przyznać do grzechu! Dukan nie byłby zadowolony ;/
Od kilku dni... no dobra, od kilkunastu dni, chodziły za mną trufle. Widziałam je wszędzie, na reklamach umieszczonych na bilbordach, w gazetkach reklamowych, które wyciągałam ze skrzynki na listy, w sklepie na półce wyrastały przede mną jak grzyby po deszczu... Były wszędzie, tylko nie u mnie! Do dzisiaj! Nie wytrzymałam, skusiłam się, uległam! Kupiłam. Sześć sztuk. Trufle, pyszne, słodkie, czekoladowe. Zjadłam wszystkie, sama, od razu. Romero nawet nie liznął ;))) Miał za to bounty, które też mu podjadłam. Pasibrzuch ze mnie straszny! To grzech numer jeden. Drugi karygodny wyczyn to ajerkoniak. Zrobił mi go Ukochany. Osobiście, własnoręcznie. Zdolny jest, nie ma co! Ajerkoniak wyszedł przepyszny! Słodziutki, kremowy. Rewelacja.

Przepis prosty, wzięty stąd. POLECAM!

No a tarta... Tarta, grzechu warta! Nie żartuję!



Pomysł dukanowy, ale w całości zmieniony przeze mnie. Ot taki mój własny. Tak! Od dzisiaj mam sprawdzony przepis na tartę. Były w niej same smakołyki - pomidory suszone na słońcu ;) /gdzie to lato???/, kurki, moje ulubione, kurczak, cebula, czosnek, kapary, mozarella. Pychota.

Otóż było to tak:

- dwie piersi z kurczaka pokrojone w kostkę
- dwie garście kurek
- pół cebuli czerwonej i pół białej pokrojonych w kostkę
- 6 ząbków czosnku pokrojonych w talarki
- 2 łyżki kaparów
- garść duszonych pomidorów pokrojonych w kostkę
- mozarella light /u nas dwa opakowania/
- pieprz cytrynowy, pietruszka suszona, sól, sos sojowy

Wszystko /poza mozarellą i sosem sojowym/ usmażone i duszone na wodzie na patelni teflonowej, doprawione pieprzem cytrynowym, pietruszką suszoną, solą. Dusić do miękkości, co jakiś czas mieszać i odparowywać wodę. Musi być suche.


W osobnym naczyniu ubijamy trzepaczką 4 jajka, do tego 1 łyżka maizeny, 2 łyżki zmielonych otrąb owsianych, dodajemy trochę mleka - tak ze dwie łyżki, pietruszkę suszoną, odrobinę soli, pół łyżeczki proszku do pieczenia. Dokładnie mieszkamy, a następnie łączymy z mięsem.


Całość wykładamy na formę do tarty, uprzednio wysmarowanej ręcznikiem papierowym nasączonym olejem. Układamy na wierzch mozarellę, pomidory, kapary, czerwoną cebulę, posypujemy pietruszką.


Całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 210 'C i pieczemy aż do zarumienienia się boków i sera. U nas tarta w piekarniku spędziła około 45 minut.


I zajadamy! U nas dodatkiem do tarty był sos sojowy. Połączenie wyśmienite!
Smacznego!

wtorek, 11 stycznia 2011

Owsianka, spacer wzdłuż rzeki i nowa lampka...

Uwielbiam owsiankę!
Uwielbiam mleko!
Uwielbiam Romera!

Jak co rano musiałam zrobić sobie owsiankę.
Podpatrzony gdzieś pomysł na owsiankę jajeczną przyjął się u nas na maksa, innej nie chcę!
Zajadamy się nią z Romero z wielkim smakiem.
Jest bardzo prosta w przygotowaniu. Po prostu gotuję mleko z otrębami owsianymi, cynamonem, słodzikiem odrobiną soli. W momencie gotowania się mleka zdejmuję garnek z gazu i trzepaczką mieszam masę z rozbełtanymi jajkami /zwykle są to 2 jajka/, a następnie znowu stawiam na gaz i jeszcze przez chwilę mieszam. Jak zgęstnieje, tak jak lubimy, wyłączam gaz i zajadamy.

Owsianka bije wszystko inne na głowę, owsianą głowę! ;)



W pracy równie cudownie, o ile w pracy może być cudownie ;/
Zrobiliśmy sobie z Romero wypad nad rzekę i tam mój Ukochany zabrał mnie na spacer. Stwierdził jednak, że to taki mały spacerek, a SPACER to dopiero będzie. Hmmm, ciekawe kiedy?? ;*
Było cudownie, jak zwykle z NIM. Nawet jazda figurowa na lodzie była, hahahaha. Lód wytrzymał, nawet pod takim pasibrzuchem jak ja ;P
Musiał być naprawdę gruby!


A po spacerku odwiedziliśmy halę pełną skarbów. Miejsce rewelacyjne! Już wiem, gdzie zostawię połowę pensji ;)
Dzisiaj jednak skończyło się na jednym malutkim zakupie za całe 2 zł. Nie mogłam się powstrzymać, aby nie kupić "tego biedaka" - jak to ładnie ujął PAN SPRZEDAJĄCY. Na stoliczku stał, wpatrzony we mnie, malutki abażurek w ślicznym beżowym kolorze, idealnie wręcz pasujący do abażuru, który wisi w moim "salonie" ;) Taka jego mała wersja, no IDEALNY po prostu!!!

Kupiłam, wyprałam, powiesiłam. I wisi ;)))

A to większa, starsza siostra nowej lampki

A po pracy obiadek, oczywiście dukanowy.
Pyszne naleśniki z przepisu mrs. dukanowej z farszem wg mojego przepisu.
Mięso mielone drobiowe podsmażyłam na mleku z przyprawami Salsa de Yucatan, pieprzem cytrynowym, estragonem. Do tego dodałam serek wiejski lekki 3% z Piątnicy, który się super rozpuścił. Naleśniki posmarowałam farszem, zawinęłam, zjadłam ze smakiem. Z ogromnym smakiem. Mniam....


A teraz siedzę i dumam, co by tu upiec... coś słodkiego za mną chodzi... jak zwykle...
Acha, była u mnie moja przyjaciółka E. Fajnie było się spotkać i pogadać.
Acha, dziecko muffinki nie zjadło. Jak stwierdziło - mamo, ale tam były otręby, bo to te twoje dukanowe muffinki!!!
I wytłumacz tu dziecku, że nie było otrębów, że to zdrowe i smaczne. Ech!

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Muffinki cytrynowo-serowe z nutką czekoladowej pomarańczy

raz
dwa
trzy
Idąc w ślady turlaczka http://ciaocialo.blogspot.com/2010/11/cytrynowe-miniserniczki.html postanowiłam zrobić muffinki. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie upiekła czegoś słodkiego ;))) i jeszcze dzisiaj  nie spróbowała. Pycha!
Romero, nie śmiej się!!!


Troszkę przepis pozmieniałam i wygląda on tak /na 12 muffinek/:

  • 250 g chudego twarogu
  • 2 jajka
  • sok z połowy cytryny
  • 2 łyżeczki świeżo startej skórki pomarańczowej
  • 1 łyżeczka słodzika w płynie
  • kopiasta łyżka maizeny
  • 3 białka ubite na sztywną pianę 
  • łyżka kakao

Twaróg zmiksowałam z jajkami, słodzikiem, sokiem z cytryny, skórką pomarańczową, maizeną. Dodałam do tej masy ubite białka, wymieszałam. Odlałam połowę i dodałam do niej kakao.
Na prośbę mojego dziecka ;) dodałam do muffinek /do jasnej masy/ kawałki czekolady /w tej roli wystąpił świąteczny mikołaj, oczywiście potraktowany odpowiednio ;))) /. W szkole będzie pachniało pomarańczami w czekoladzie, to jest gwarantowane!


Masę nakładałam na zmianę, raz ciemną, raz jasną, na końcu wymieszałam trzonkiem łyżeczki. Wyszło mi 12 muffinek. Piekarnik nagrzałam do 180 'C i piekłam około 40 minut. Gdy wystygły polałam polewą /2 łyżeczki kakao, 2 łyżeczki mleka, słodzik/


Smacznego!

Krewetki, sery i kurczak w sakiewkach

Przeglądając dzisiaj w wolnej chwili w pracy ;) książkę dr Dukana "350 przepisów" natrafiłam na udka kurczaka w papilotkach. A że mam dzisiaj kolejny dzień P, postanowiłam zrobić na obiad oczywiście TO. W domu, jak to ja, musiałam coś w przepisie pozmieniać  i wyszło mi, co by się nie chwalić, smakowite danie ;) Prawda Romero??? Może niezbyt "delikatne", ale zdecydowanie białkowe ;)

Krewetki i sery w kurczaku:
- 3 udka kurczaka
- pół opakowania sera feta Mlekovita light
- jeden trójkącik topionego sera Hochland light z ziołami
- 2 ząbki czosnku
- pół cebuli
- pęczek szczypiorku
- pieprz cytrynowy, pieprz czarny, sól
- 2 garście krewetek koktajlowych.

Udka /nie pałki/ nacięłam w miejscu, gdzie jest najwięcej mięsa, tak, aby zrobiły się kieszonki.
W misce wymieszałam ser feta z serkiem topionym, szczypiorkiem, cebulą i czosnkiem pokrojonymi drobno, przyprawami i oczywiście krewetkami.

Kieszonki wypełniłam farszem, a pozostały farsz rozsmarowałam na udkach. Każde udko osobno zawinęłam w folię aluminiową i szczelnie, delikatnie pozaciskałam, aby nie było szczelin.
Takie sakiewki wstawiłam do nagrzanego do 220 'C piekarnika i piekłam około 1 h. Pod koniec pieczenia folię rozchyliłam i piekłam około 15-20 minut już otwarte sakiewki, aż do momentu, gdy ser się zarumieni.
Podawać z sosem sojowym, pycha!


Ps. Najśmieszniejsze jest, to, że gdy już zjedliśmy te udka z Romero, to zorientowałam się, że nie zrobiłam zdjęć tuż po upieczeniu. Romero oczywiście miał niezły ubaw!
Gwarantuję jednak, że smakowały i wyglądały wybornie ;)



SZCZERZE  POLECAM!

niedziela, 9 stycznia 2011

Migawki z "dukanowego" spaceru... ;)

Dzisiaj mija czwarty dzień mojego baaaardzo długiego weekendu, spędzonego cudownie, w ramionach ukochanego, w ciszy i spokoju ;)
Pogoda dopisała, zdrowie niekoniecznie. Dzisiaj jednak było już tak pięknie, że musiałam, po prostu musiałam pójść do lasu. No, w sumie wczoraj też byłam, ale nie było aż tak ślicznie.
Popichciłam też troszkę, ale jakoś nie mam weny do wstawiania przepisów i zdjęć jedzonka.
Wstawiam więc zdjęcia z moich dwudniowych wypraw.

piątek, 7 stycznia 2011

Czekoladowe muffinki z serem

Korzystając z przepisu Dukanki upiekłam babeczki, czekoladowe, serowe, słodkie. Muszę przyznać, że gdyby nie papilotki, które NIEMIŁOSIERNIE wręcz "przyrosły"  do ciasta, to byłoby ok. Musiałam je odrywać od tych papierowych drani ;/ Smak muffinek dobry, może wyszły mi trochę za twarde, ale ogólnie efekt słodkości pozyskany. Pojadłam i nawet mamie zaniosłam kilka. Bardzo jej smakowały. Siostrze już nie za bardzo, wzięła kęs i odłożyła ze skrzywioną miną ;/ po czym chwyciła za mleczną czekoladę i zjadła ją ze smakiem... a mi ślinka pociekła!!! Ojojojojojjj!!!

Moja wersja muffinek wyglądała tak:


I tak:


A tak już po upieczeniu:




Smacznego!